Znalazłem się w kościele, z przodu po prawej stronie, w rogu. Trzymałem w rekach jakąś kartkę dużych rozmiarów, biała, taka z cztery razy większa od zeszytowej. Trzymałem ja przed sobą, jak bym chciał, aby każdy ja zobaczył, mimo że byłem w tym kościele sam. Szedłem dośc szybkim krokiem a posadzka w tym kościele była strasznie śliska. Bywały problemy z utrzymaniem równowagi, zwłaszcza na zakrętach. Dla tego, gdy doszedłem do środkowych ławek i skręcałem w środek kościoła, kierując się do wyjścia, przy ołtarzu, mimo że chciałem, to nie mogłem kleknąć, bo prawie bym się przewrócił. Poszedłem w stronę wyjścia, cały czas trzymałem tą kartkę przed sobą. Gdy doszedłem do końca ławek, to dopiero wtedy udało mi się obrócić i uklęknąć.
Mariusz





